Site Overlay

Kiszonki – polskie superfoods część I

Spread the love

Zawsze byłam ogromną fanką kiszonych ogórków i kapusty, najlepiej zrobionych w domu (kupne często zwierają ocet lub inne dodatki, obniżające ich wartość odżywczą). Nie dość, że kiszonki są przepyszne,  wzbogacają florę bakteryjną, wspomagają trawienie oraz poprawiają odporność, to dodatkowo mają bardzo mało kalorii. Doskonale zastępują świeże warzywa w porze zimowej.

Ostatnio odkryłam, że ukisić można prawie wszystko, nie tylko warzywa, ale też owoce, a nawet pestki. Dzisiaj chcę Wam zaprezentować kilka ciekawych pomysłów na nietypowe kiszonki.

Kiszone buraki – buraki kiszę ze standardowym zestawem do kiszenia ogórków, czyli z czosnkiem, chrzanem, koprem i pieprzem (można dodać również odrobinę gorczycy). Buraki należy kisić dłużej, przynajmniej dwa miesiące. Najcenniejszym składnikiem takiej kiszonki jest według mnie zakwas buraczany, który można wykorzystać do barszczu lub do botwiny, lub po prostu wypić jak sok.

Domowe kimchi – mój przepis na kimchi jest bardzo prosty. Kiszę kapustę pekińską (białą lub czerwoną) z odrobiną cebuli, czosnkiem, ostrą papryczką i obowiązkowo sosem rybnym lub, jeśli ktoś nie lubi jego charakterystycznego zapachu, z sosem sojowym. Wszystko oczywiście zalewam solanką. Ostrość kimchi można regulować ilością dodanej papryczki. Po około 10 dniach gotowe kimchi umieszczam w chłodnym miejscu na przykład w lodówce. Świetnie sprawdza się jako surówka do ryby czy też owoców morza.

Kiszony kalafior – pyszny, wręcz rewelacyjny, bardzo kruchy i delikatny. Kisiłam go standardowo z dodatkiem czosnku, chrzanu i kopru. Świetnie nadaje się na zdrową przekąskę, także woda po kiszeniu posiada bardzo fajny smak. Jeśli nie chce Wam się samodzielnie ukisić kalafiora, to w Auchan widziałam jego gotową wersję o przyzwoitym składzie.

Kiszona rzodkiew – chociaż jej zapach po otwarciu słoika bardzo przypomina za przeproszeniem skisłego bąka, to w smaku jest rewelacyjna, lekko ostra i krucha. Rzodkiew kisiłam z dodatkiem przypraw orientalnych – kolendry wietnamskiej i trawy cytrynowej, ostrej papryczki i pieprzu cejlońskiego. Stanowi doskonały dodatek chociażby do sashimi.

Kiszony pomidor – zupa z kiszonych pomidorów stanowi przysmak naszych ukraińskich sąsiadów. Na początku byłam sceptyczna co do tego pomysłu, ale nie żałuję, że się na to zdecydowałam. Zupa jest bardzo aromatyczna, kwaśna, można ją zaostrzyć dodając do niej pieprzu albo ostrej papryczki i podać z dodatkiem pestek słonecznika. Z kiszonych pomidorów można również sporządzić sos do mięsa (coś w stylu kiszonej salsy).

Kiszona dynia – kolejna świetna propozycja na zupę. Dynia najbardziej smakowała mi w wersji świątecznej, z dodatkiem goździków, imbiru i ostrej papryczki. Po zagotowaniu w wywarze mięsno-warzywnym, całość zmieliłam razem z przyprawami i wodą z kiszonki, a następnie podałam z pestkami dyni. Zupa okazała się być pyszna, rozgrzewająca i pachnąca świętami, w sam raz na zimową porę.

Kiszona brukselka – kolejne bardzo miłe zaskoczenie. W procesie kiszenia brukselka całkowicie traci swój charakterystyczny zapach i smak, który nie wszystkim pasuje. Listki kapustki są kruche, smakują podobnie do zwykłej kiszonej kapusty, ale są od niej delikatniejsze. Brukselka wymaga dłuższego kiszenia, ja wyjęłam ją trochę za wcześnie i była dość twarda. Myślę, że optymalnym czasem są trzy miesiące i dłużej.

Kiszona cytryna – przysmak marokański, który możemy zrobić samodzielnie w domu. Potrzebne w tym celu będą oczywiście cytryny, które trzeba bardzo dokładnie umyć, oraz gruba sól i laski cynamonu. Kiszona cytryna jest bardzo aromatyczna, a jej skórka robi się miękka, co sprawia, że cytryny można jeść w całości. Super pasują chociażby do pieczonej ryby.

Kiszony pigwowiec –  Przed moim blokiem rosną cztery krzewy tego owocu, i zawsze mi szkoda, żeby się zmarnowały, więc dzielnie przerabiam je na sok. W tym roku postanowiłam poeksperymentować i zrobić dodatkowo kilka słoików kiszonego pigwowca. Nie zawiodłam się. Owoc jest delikatny w smaku, świetnie pasuje do ryby, stanowiąc ciekawą alternatywę dla kiszonej cytryny.

Na razie tyle, wkrótce wrzucę kolejne pomysły, a na razie miłego kiszenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.