Site Overlay

Azjata na diecie niskoglikemicznej część I

Spread the love

Dzisiejszym wpisem chcę rozpocząć serię na temat radzenia sobie z koniecznością redukcji cukru w diecie w przypadku różnego rodzaju kuchni, czyli jak zrobić, żeby zjeść po chińsku, włosku czy amerykańsku, ale bez niepotrzebnego obciążania organizmu. Każda kuchnia ma własną specyfikę, swoje zalety, ale również grzechy, które postaram się wyciągnąć na światło dziennie podczas kolejnych artykułów.

Zacznę od kuchni azjatyckiej, ponieważ jestem ogromną jej fanką. Uwielbiam tę różnorodność smaków, tajemniczość i egzotykę. Długo zajęło mi zapoznanie się z różnymi produktami, z ich użyciem, a także z technikami przygotowywania potraw. Niesamowitą frajdę sprawia mi buszowanie po sklepach z azjatyckim jedzeniem i często ściągam do domu dziwne rzeczy ku rozpaczy moich bliskich (ostatnio były to larwy jedwabnika, teraz czekamy na dostawę stuletniego kaczego jaja 😉).

Kuchnia azjatycka należy do jednej z najzdrowszych na świecie, jednak ma również wiele ciemnych stron, które chciałabym Wam pokazać. Wiadomo, pojęcie „azjatycka” jest bardzo szerokie, jednak, ponieważ poszczególne wpływy kulinarne z tamtego regionu zaczęły się ze sobą łączyć i mieszać, pozwolę sobie wrzucić je do jednego worka.

Zacznijmy od ikony kuchni azjatyckiej czyli sosu sojowego, który posłuży nam w przygotowaniu sushi, sashimi i innych potraw. W dzisiejszych czasach w prawie każdym większym markecie znajdziemy ogromny jego wybór sosów, niestety skład niektórych z nich pozostawia wiele do życzenia. W większości tańszych sosów znajdziemy cukier oraz dziwne dodatki. Dobry sos sojowy powinien  zawierać co najwyżej wodę, ziarno soi, pszenicę i sól. Te warunki spełnia chociażby sos firmy Kikkoman oraz Yamasa. Wielbicielom kuchni azjatyckiej najbardziej ekonomicznie wyjdzie jego zakup w butelkach 1-litrowych (około 25-30zł/litr). Spokojnie, szybko się nie zepsuje 😊

Ryż do sushi – tu sprawa nie jest taka prosta, ponieważ inne rodzaje ryżu nie spełnią swojej roli (nie będą miały kleistej konsystencji). Jedyne, co pozostaje, to albo mocno ograniczyć ilość nakładanego ryżu, albo przerzucić się na wersję bez ryżu, czyli sashimi, japoński sposób serwowania surowego mięsa, głównie świeżych ryb i owoców morza. Dodatkami do sashimi może być są wasabi, imbir oraz sos sojowy, a także awokado, rzodkiew czy kiełki. Surową rybę kroimy na kawałki, ugotowane krewetki pozbawiamy głowy i pancerza. Możemy również dodać paluszki krabowe (należy jednak uważać na ich skład).

Teriyaki – moim zdaniem największy grzech kuchni azjatyckiej. Jest to technika polegająca na pieczeniu bądź grillowaniu mięsa lub ryb w specjalnej marynacie. Nazwa teriyaki pochodzi od czasownika teru (błyszczeć, świecić), gdyż marynata na potrawie błyszczy pod wpływem dużej ilości cukru w sosie. Główne składniki marynaty to sos sojowy, słodkie sake oraz cukier albo miód. Jak więc widzicie, są to rzeczy, których powinniśmy unikać za wszelką cenę.

Kimchi – koreańska siostra naszej kiszonej kapusty, składająca się z fermentowanych lub kiszonych warzyw. W przeciwieństwie do naszego smakołyku, do kimchi często dodaje się papryczek chili, stąd jej ostrzejszy smak. Podobnież jak inne kiszonki kimchi jest bardzo zdrowe, zawiera witaminę A, tiaminę B1, ryboflawinę B2, wapń i żelazo. Jego główną zaletą jest bakteria lactobacillus. Można ją znaleźć również w jogurtach i sfermentowanych produktach spożywczych. W przypadku kimchi należy jednak uważać na cukier, ponieważ Azjaci lubią go dodawać do wszystkiego.

Kolejne azjatyckie smakołyki już niedługo!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.